Po co ludzkość

Ludzkość, parafrazując pewnego niszowego pisarza, jest chorobliwie bezużyteczna.

Jadę przez miasto autobusem i patrzę na ludzi. Zajęci swoimi telefonami - niektórzy uśmiechają się do nich. Widzę parę, wsiadającą na Saskiej Kępie - trzymają się za ręce i nie odrywają od siebie wzroku, uśmiechnięci od ucha do ucha. Widzę matki z małymi dziećmi, w wózkach lub trzymanymi na kolanach, które rozmawiają z nimi, objaśniając im świat.

Jesteśmy wszyscy boleśnie nieświadomi tego czym naprawdę jesteśmy - workami gówna i krwi, poruszającymi się autonomicznie w pogoni za realizacją swoich pragnień. Moje pragnienia jednak różnią się od waszych - ja widzę bezcelowość. Przedłużanie gatunku? Po co? Ten gatunek budzi wyłącznie moją pogardę i nienawiść - zamknięci w swoich bańkach samozadowolenia, idący przez życie od jednej przyjemności do drugiej. Nie tak to miało wyglądać.

Zapffe miał rację - powinniśmy wymrzeć. Więcej nawet - każdy człowiek powinien sobie uświadomić kim jest, przeprosić za to, a następnie się zabić.

Widzę ziemię, udręczoną tysiącami lat jarzma homo sapiens, która jest zupełnie pusta - ludzie zredukowani do szmat i kilku kości leżących na ulicy. Budynki porastają roślinnością, natura wdziera się w beton i asfalt, pochłania go i nareszcie zapanowuje cisza.

Natura też jest okrutna i bezmyślna, ale przynajmniej - w odróżnieniu od nas - nie czerpie radości z cierpienia innych.